Najważniejsze to kochać - Katarzyna Herman
Została aktorką, choć miała być baletnicą. Lubi grać postacie z pęknięciem. W zwykłym życiu Katarzyna Herman stawia na miłość i pełną rodzinę. Wierzy, że teraz jest jej czas.

- Ida Dawidowicz, Claudia
Opublikowano: 30.06.2013, 07:44
Reklama
Claudia: Co najbardziej Panią poruszyło w „Oszukanych”, historii dwóch rodzin, które po latach dowiadują się, że ich córki zostały zamienione w szpitalu tuż po urodzeniu? Gra Pani Annę, jedną z matek.
Claudia: Widz filmu pewnie zada sobie pytanie: jak matka mogła nie zorientować się, że coś jest nie tak?
K.H.: Podobno gdy historia, na której podstawie powstał film, zaczęła krążyć w internecie, we wpisach internautów przeważały zarzuty, że mat- ka nie wyczuła tej zamiany. Każda z nas chce być matką doskonałą. To takie pierwotne: wydaje nam się, że „wyniuchamy” swoje dziecko.
Claudia: À propos matki doskonałej: co dla Pani jest ważne w wychowaniu Pani dzieci – Leona i Romy?
K.H.: Najważniejsze to kochać i przyglądać się uważnie dziecku. Próbować niczego nie narzucać. To oczywiście trudne, bo walczymy z własnym egoizmem. Czasem jestem bezradna, gdy dzieci chcą ode mnie – zwłaszcza 8-letni syn – bezwzględnej odpowiedzi na pytania, na które często sama odpowiedzi nie znam. Największy kłopot mam z pozwoleniem, by dzieci zmierzyły się z niemiłymi sytuacjami. Chcę je chronić. Wychowując dziecko, złożeni jesteśmy z samych sprzeczności: dawać wolność czy stawiać na dyscyplinę?
Claudia: I w którą stronę Pani się skłania?
K.H.: Grozi im raczej rygor wojskowy, niestety (śmiech). Od rozpieszczania jest bardziej Tomasz, mój mąż. Ale to da się łatwo wytłumaczyć: w moim rodzinnym domu w Białymstoku było nas kilka sióstr. Tata był od zabawy, a dyscyplinowała nas mama. I robiła to bardzo sprawnie, ponieważ byłyśmy wzorowymi uczennicami, w odprasowanych fartuszkach. Szłam spać – mama prasowała, budziłam się – mama znów prasowała. Widząc ją, obiecywałam sobie, że ja będę mamą nonszalancką. Ale jednak coś z zachowań mamy w swoim życiu powtarzam.
Claudia: Czy mając dzieci, dom, gra się inaczej?
K.H.: Wydaje mi się, że gram szybciej. Wszystko robię szybciej. Szkoda mi czasu na rozkładanie tekstu na czynniki pierwsze, na długie dyskusje. Szybko czytam scenariusz i chcę szybko zacząć pracować. By szybko wrócić do domu. Wydaje mi się, że ta- kie podejście mi służy. Wcześniej miałam tendencję, żeby trochę się snuć. Teraz jestem dynamiczniejsza.
Claudia: Nie ma Pani wrażenia, że to ludzie 40-letni żyją najintensywniej? W pełnej palecie doświadczeń i emocji. Relacje, związki, dzieci…
K.H.: …i kredyty, silnie zaciskające pętlę na szyi. Taaak. A wcześniej z gło- wą w chmurach się żyło? Może więcej książek się czytało i intensywniej je przeżywało. Teraz mocniej wciągają historie prawdziwe. Ale czterdziestka to nie koniec świata. Rok temu poleciałam grać spektakle do Stanów Zjednoczonych, m.in. z Danusią Szaflarską. Wracaliśmy po 10 dniach zmęczeni, a Danusia wybrała się jeszcze do Bostonu, do koleżanki z powstania warszawskiego. Bo dawno się nie widziały. Więc wierzę, że przez następnych 50 lat może mi się chcieć jeszcze więcej.
Claudia: Pani ma teraz ochotę na…
Claudia: Zawsze Pani podkreśla, że ryzyko tak, ale tylko na scenie.
K.H.: Krystyna Janda powiedziała: „Scena to miejsce najbezpieczniejsze na świecie”. I ja się pod tym podpisuję. Mamy ramy, których nie możemy przekroczyć, bo spadniemy ze sceny. Mamy tekst, więc więcej w głowie cytatów niż własnych myśli. Zero odpowiedzialności. Na scenie bezczelnie możemy wszystko. Potem przyjemnie wejść w swoje kapcie i zastanowić się, czy zjeść owsiankę, czy jajka. Myślę, że potrzebuję tej rutyny domowej.
Claudia: Czy bawi się Pani z córką lalkami? Pytam, bo chciała Pani zdawać na wydział lalkarski.
K.H.: Roma rzadko bawi się lalkami, jeśli już, to w lekarza – wtedy robimy przegląd medyczny misiów. A tamte lalki… brały się z mojej nieśmiałości: gdy wejdę za parawan, będę tam bezpieczna… I jeszcze z mojego zacięcia plastycznego. Zawsze mnie pociągały scenografia, kostiumy. Przed szkołą teatralną zdałam do studium technik filmowych i teatralnych w Łodzi. Pomyślałam, że jeśli nie udadzą mi się te lalki, będę mogła guziki w stylu Ludwika XIV produkować do kostiumów. Dziś z Romą i Leonem głównie bawię się w twórczość. Robimy tzw. prace. Pani w szkole daje dzieciom tematy, np. „Największy Polak”, „Ryby słodkowodne”, i trzeba przygotować prezentację. Robimy plansze, wycinki z gazet, internetu, rysujemy. Powstaje kolaż. Uwielbiam te manualne historie. Lubię z nimi też gotować. Dzieci zakładają fartuchy, mieszają, wylizują łyżki… Najwięcej radości jest, gdy robimy ciasto czekoladowe.
Claudia: A co przenosi Panią do krainy dzieciństwa?
K.H.: Emocje. Takie, które rzadko zdarzają się w dorosłym życiu. Chwile zupełnej beztroski. Często jest to związane – może w mózgu coś się wtedy wytwarza? – z przestrzenią, powietrzem. I wysiłkiem fizycznym. Zdarza mi się wejść w taki stan, gdy biegam. I wtedy, gdy miałam lekcje baletu do filmu… Przypomniałam sobie tamten wysiłek z czasów nauki w szkole baletowej na Moliera…
Claudia: Szkoła baletowa to był Pani pomysł?
K.H.: Przymusiłam rodziców, by mnie tam posłali. Zgodzili się, widząc, jak bardzo chcę tańczyć. Wyjechałam do Warszawy, gdy miałam 9 lat. I choć szlochałam do telefonu, wiedziałam, że balet to właściwa droga. Rodzice – by było praktycznie, bo jadę daleko i będę mieszkać w internacie – obcięli mi włosy „na chłopaka”. A w szkole baletowej wszystkie dziewczyny miały koczki… Po paru miesiącach rodzice zabrali mnie z Warszawy. Gdy wybuchł stan wojenny, mama, zapłakana, „przebiła się” przez Wisłę i już potem nie chciała mnie z domu wypuścić. Ale poznałam klimat szkoły. Pani profesor Kilińska jeździła nam pazurami po łydkach. Pamiętam zapach podłogi zlanej wodą, krwią i potem. Z dziewczynami po 10 razy chodziłyśmy na „Jezioro łabędzie” i „Córkę źle strzeżoną”. Zbierałam autografy tancerzy. Tam połknęłam bakcyla sceny. Pamiętam, jak pewien starszy charakteryzator, malując mnie, powiedział: „O, widzę, że będziesz aktorką”. „A skąd! Tancerką!”. „Zobaczysz, zobaczysz”. Wykrakał.
Claudia: Kiedy ma się sześć sióstr, chce się z nimi konkurować?
Claudia: Jak w tym babskim świecie czuł się tata?
K.H.: Chyba jeszcze bardziej uciekał niż ja (śmiech). Przyjął wygodną maskę domowego bawidamka. Harcował z nami, tańczył i robił w niedzielę spektakularne śniadania. Kolorowy człowiek. Dla mnie na tamte lata – nawet za bardzo. Marzyło mi się, aby w szarym garniturze, z teczką pojawiał się na wywiadówkach. A chodziła na nie zawsze mama. Oboje z wykształcenia byli nauczycielami. Ale tata, by wyżywić tak liczną rodzinę, został biznesmenem. Miał dużo odwagi, brawury. Do dziś jest energetycznym człowiekiem.
Claudia: Podobno ma Pani despotyczną naturę…
K.H.: Naprawdę? Może chciałam komuś zaimponować (śmiech). Tak, jestem niecierpliwa, małostkowa, ale walczę z tym. Jestem zodiakalnym Lwem, może to usprawiedliwia.
Claudia: A czego Pani się boi?
K.H.: Wielu rzeczy. Najbardziej mogłoby mnie unieszczęśliwić, jeżeli – tfu, tfu, odpukać – rozsypałaby mi się rodzina. Bo ja podjęłam decyzję i mam zamiar być konsekwentna. A teraz mnóstwo związków się rozpada. Dlatego bardzo bym sobie nie życzyła zakochać się raz jeszcze. Gram teraz w spektaklu „Małe zbrodnie małżeńskie”. To opowieść o parze na zakręcie, próbującej walczyć o związek. Redbad Klynstra, z którym gram, pokazał mi w internecie filmik: starszy pan mówi, że za jego pokolenia, gdy coś się zepsuło, to się to reperowało.
Claudia: Dziś się wyrzuca. Lekko sprane uczucie, buty…
K.H.: Jak mnie to wkurza! Bo gdzie np. zreperować parasolkę? Ja też nie chcę się poddawać manii wyrzucania. O, proszę, to mój nowy telefon. Ale jeszcze do niedawna miałam starego eriksona. Na gumkę. W pewnym momencie Tomasz stwierdził: nie przystoi być tak staroświecką. Nie mówię, że lubię się otaczać starociami, ale zawsze byłam retrofilką.
Claudia: A jakie sprawy wywołują u Pani błysk w oku?
K.H.: Praca, scena. Gdy kładę dzieci spać koło godz. 20, jestem półżywa i usypiam przy czytaniu im książki. Kiedy mam przedstawienie, jestem uskrzydlona. Po próbie w teatrze wracam padnięta, ale z poczuciem „urobku”. Czasem rola jest jak włożenie sukienki. Czasami jest mozolnie wyćwiczona i wtedy nie ma tej lekkości. Ale po szkole baletowej już wiem: warto na coś zapracować, bo lepiej wtedy smakuje.
Claudia: Rozmawiamy w kawiarni Czuły Barbarzyńca. To tu kilka lat temu wpadła Pani z planami remontu swego pierwszego mieszkania.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecane
24.03.2025, 14:53
Kosmogram
Najważniejsze zjawiska astrologiczne 2025 roku. Jak przygotować się na to, co wydarzy się na niebie?
16.12.2024, 16:33
Znaki zodiaku
Mężczyzna Skorpion: można go kochać albo nienawidzić. Jak wygląda związek z trudnym charakterem?
30.01.2025, 12:29
Historie
„Fałszywy przyjaciel zniszczył mi życie. Nigdy mu nie wybaczę, że przez jego gierki straciłem to, co najważniejsze”
01.01.2025, 13:15
Historie
„W Wigilię nie chodzi tylko o to, by usiąść przy suto zastawionym stole. Najważniejsze, by mieć z kim usiąść”
23.12.2024, 21:15
Historie
„Nie potrafiłam kochać syna, bo był chory. Nie na takie macierzyństwo się pisałam, to nie dla mnie”
16.02.2024, 21:15
30.07.2024, 15:05
Historie
„Moje małżeństwo było idealne, dopóki nie pojawił się sąsiad. Nie sądziłam, że można kochać dwóch facetów jednocześnie”
16.03.2025, 19:15
Psychologia
Pierwsze wrażenie nie zawsze jest najważniejsze. Uważaj, żeby nie dać się nabrać na efekt aureoli
15.01.2025, 15:00
Cytaty i przysłowia
Ojciec Pio: cytaty, które skłaniają do refleksji. Jego słowa przypominają o tym, co w życiu najważniejsze
17.01.2025, 20:00
Historie
„Syn traktował mojego partnera jak wroga w walce o moje względy. Bał się, że przestanę go kochać”
14.09.2024, 13:15
27.02.2024, 10:00
Promocja
Pokazywanie elementów od 1 do 4 z 8
Neuropeptydy w kosmetyczce. Technologia, która zatrzymuje czas
Współpraca reklamowa
Zaproś sztukę do swojego wnętrza z nową linią Velvet ART
Współpraca reklamowa
Jak dobrać damskie buty zimowe do swojego stylu i sylwetki?
Współpraca reklamowa
Wybierz się do Suntago i wypocznij w tropikalnym stylu
Współpraca reklamowa
„Woda opadła, psy zostały” – rusza kampania pomocowa dla bezdomnych zwierząt
Współpraca reklamowa
Blask, ciepło i styl na chłodniejsze dni z SHEIN
Współpraca reklamowa
Blaupunkt świętuje 100-lecie innowacyjnym gramofonem wertykalnym VT100
Współpraca reklamowa
Paulina Krupińska w Świątecznej Kampanii Homla
Współpraca reklamowa