Reklama

■ NAJ... PIĘKNIEJSZE WSPOMNIENIE Z DZIECIŃSTWA
Związane jest z Kozienicami, moim rodzinnym miastem. W pierwszych latach podstawówki w zimie często kończyłam lekcje, gdy było już ciemno. Wtedy przychodziła do szkoły mama i ciągnęła mnie na sankach do samego domu, ze dwa kilometry przez las... Zawsze będę pamiętać tę drogę! Było ciemno i zimno, ale ja czułam się bardzo bezpieczna. Każdy taki powrót wydawał mi się wtedy przygodą.

Reklama

■ NAJ... WAŻNIEJSZA RADA
Mama mi kiedyś powiedziała, że zawsze warto szukać dla siebie miejsca w życiu, jakiejś niszy czy pasji, w której można się realizować. I nie wolno ulegać trudnościom, niepowodzeniom czy wątpliwościom. O prawdziwości jej słów przekonałam się po maturze. Wtedy od dawna już marzyłam o szkole teatralnej, a mimo to zdałam na germanistykę. W liceum dobrze radziłam sobie z niemieckim, więc ta decyzja wydała mi się dobra. Poza tym chyba zabrakło mi odwagi, by próbować sił na uczelni aktorskiej. Rok później zdecydowałam się podejść do egzaminów. Bez powodzenia, ale nie zniechęciło mnie to. W następnym roku zostałam studentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie.

■ ZA CO NAJBARDZIEJ SIEBIE NIE LUBIĘ?
Mam trochę za mało dystansu do świata. Zbyt poważnie go czasem traktuję. Nie lubię też siebie za upór i ambicję, która nie zawsze jest pomocna w życiu, zwłaszcza gdy dotyczy rzeczy niewiele wartych. Na przykład zdarza mi się przejmować jakąś rolą tak bardzo, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. A przecież nie jest. Bywam też kłótliwa, nawet choleryczna. Gdy ktoś mnie zdenerwuje, potrafię zareagować jak oparzona.

■ NAJ... WIĘKSZA SŁABOŚĆ
Lody w kawiarni pana Gesslera i filmy na DVD. Płyty z filmami zajmują już całą ścianę w moim domu. Wydaję na nie sporo pieniędzy, za co często mam do siebie pretensje. Nie kupuję jednak bezmyślnie: stawiam na dzieła ponadczasowe, czyli klasykę kina. Inna sprawa, że często je pożyczam znajomym i nie wszystkie do mnie wracają. Muszę w końcu coś z tym zrobić.

■ NAJ... WIĘKSZA GAFA
To było podczas ostatniego egzaminu na studia aktorskie. W części teoretycznej opowiadałam o dramatach Stanisława Wyspiańskiego. Myślę, że całkiem przekonująco, problem w tym, że zmieniłam mu imię na „Władysław”. Jedna z pań profesorek spytała mnie, czy jestem pewna tego imienia, a ja na to: „Oczywiście!”. Byłam tak spięta, że równie dobrze mogłam potwierdzić, że sama mam na imię Władysław. Dopiero gdy wyszłam z sali, zdałam sobie sprawę z pomyłki. Nogi dosłownie się pode mną ugięły… Na szczęście, zdałam.

Reklama

■ KOSMETYK, BEZ KTÓREGO NIE MOGĘ ŻYĆ
Perfumy Artemisia firmy Penhaligon’s, które wzięły nazwę od imienia słynnej włoskiej malarki z XVII w., Artemisii Gentileschi. Stworzono je według starej angielskiej receptury, a zatem nie zawierają chemicznych substancji. Mają piękny naturalny zapach – miękki, ciepły i pudrowy.

Reklama
Reklama
Reklama